czwartek, 21 stycznia 2016

A zaczęło się tak...

Od zawsze lubiłam podróże. I nawet nie wiem czy bardziej lubiłam samą podróż (która zazwyczaj była bardzo długa - przez pół Polski, później autobusami do Hiszpanii czy Chorwacji) czy te parę dni oderwania od rzeczywistości i codziennych obowiązków. Nieważne czy jechałam z mamą czy babcią nad morze, z tatą na mazury czy z drużyną harcerską w góry, każdy wyjazd był wspaniały i czegoś mnie nauczył. 

Miałam to szczęście, że wszystkie podróże i doświadczenia z nimi związane dzieliłam z siostrą (nie była ona tym początkowo tak zachwycona jak ja:P) oraz przyjaciółmi. Być może, gdyby rodzice posyłali mnie tak jak inne dzieci na kolonie z nowym towarzystwem, do którego musiałabym się dostosować byłabym bardziej niezależna i odważna ale nie żałuję, że tak się nie stało.

I dzięki temu, że należałam do harcerstwa moje grono przyjaciół nie zamykało się tylko i wyłącznie na osobach z kręgów szkolnych i grupie rówieśniczej. Na obozach czy zimowiskach mieliśmy okazję poznać się dużo lepiej niż kolegów czy koleżanki ze szkoły. Poznawaliśmy swoje słabości i mocne strony, musieliśmy przyzwyczaić się do przebywania z osobami, za którymi nie przepadaliśmy i przełamywać strach przed nowymi ludźmi. Bo nie da się udawać kogoś kim się nie jest przez 24h na dobę kilka dni pod rząd i to różniło te znajomości od szkolnych. Niesamowite jest, że mimo wielu lat, prób które przynosił czas i pomimo zmian osobowości, na różnych etapach naszego dojrzewania i dorastania, te przyjaźnie zachowały się do dziś. I mają one ogromną wartość. 


W mojej drużynie, mogliśmy sami zarobić na nasze wyjazdy. Także już w podstawówce jeździłam na weekendy "do pracy":). Pieniądze, które zebraliśmy były wpisywane na nasze konta i suma odliczana była od ceny kolejnych wyjazdów. I tak w przypadku, kiedy rodziców nie było stać na wyjazd dla dwóch córek na obóz, zimowisko czy wyjazd zagraniczny, mogłyśmy sobie na nie zarobić same- czując się odpowiedzialne i wiedząc, jaką te pieniądze miały wartość. Atutem akcji zarobkowych było spędzanie całego weekendu z przyjaciółmi (nawet wtedy kiedy miałam szlaban!:D), rzadko czuliśmy, że jest to praca.

I w ten sposób co roku wyjeżdżałam z siostrą na obóz, zimowisko, kilka biwaków i zjazdy harcerskie, a w późniejszych latach także na turnusy w Hiszpanii i Chorwacji. Po każdym wyjeździe szykowałam się do następnego. Do dziś mam zwyczaj robienia setek list "co zabieram", "co bym chciała zabrać ale się nie zmieści", i wiecznie o nich zapominam i robię następne. Przy pakowaniu wykreślam elementy na wszystkich żeby o niczym nie zapomnieć (marzenie ściętej głowy, zawsze czegoś zapominam). A pakować się nie umiem do dziś... Zawsze pomaga mi siostra, która zupełnie we mnie zwątpiła, gdy okazało się, że do Holandii zabrałam 70 kg bagażu... A wydawało mi się, że nie mam w sobie nic z przedstawiciela ery konsumpcjonizmu. No cóż może kiedyś uda mi się ograniczyć w tej kwestii :).

Myślę, że harcerstwo w znaczący sposób wpłynęło na moje zainteresowanie podróżami oraz moje podejście do nich. Także gdyby nie ślepe i zawsze wierne naśladowanie starszej siostry, nie byłoby mnie tutaj.
Dziękuję Olu!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz